niedziela, 5 stycznia 2014

Ekwador walczący

Rozpoczynamy popołudniowe zajęcia w fundacji. Oczywiście wszyscy chcą się bawić, a najlepiej to tylko grać w piłkę. Mówię: nie. W takim razie proszą o kartki i kredki do malowania. Również odmawiam. Skakanka? Nie. Koszykówka? Nie. Bierki? Nie. Jak wczoraj, przedwczoraj i przed przedwczoraj najpierw odrabiamy lekcje. Dzieci zawiedzione i obrażone sięgają po zeszyty. Dopiero teraz rozpoczynamy prawdziwą zabawę.


Zgodnie z raportem z roku 2002 system edukacji w Ekwadorze jest najgorszy w całej Ameryce Południowej. Jeszcze 12 lat temu wydatki z PKB na system oświaty wynosiły tylko 2,6% (dla porównania w Polsce wynoszą one około 6% PKB)! Nasz ekwadorski znajomy, Franco, który zaskoczył nas minimalną znajomością języka polskiego (miał dwie dziewczyny, które pochodziły z Polski), opowiadał, że jako chłopiec sam poprosił rodziców o zmianę szkoły, ponieważ nauczyciele ciągle strajkowali. „Na początku cieszyłem się, że nie ma lekcji. Jednak później, gdy trwało to już bardzo długo, zatęskniłem za normalną szkołą” - opowiadał Franco. Obecnie prezydent Rafael Correa dzielnie walczy o lepszy system oświaty w Ekwadorze. Zwiększono wydatki na edukację do 5,6%, więc nauczyciele dostają teraz odpowiednie wynagrodzenie i nie strajkują. Jednak wciąż jest wiele do naprawienia.
Jednym z problemów w placówkach edukacyjnych jest brak wykwalifikowanej kadry i przeludnienie w klasach. Jako wolontariusze fundacji Fu Shen Fu sprawdzamy czy nasze fundacyjne dzieci uczęszczają na zajęcia. Od czasu do czasu składamy im niezapowiedziane wizyty w szkołach. Często mamy trudności ze znalezieniem dziecka, które zgodnie z naszymi danymi powinno być w klasie 1G, a od nauczycieli dowiadujemy się, że przeniesiono je do 1F. Następnego dnia zostajemy poinformowani, że uczeń znowu został przeniesiony, tym razem do klasy 1E. Wszystko to wynika z braku nauczycieli i ogromnej ilości uczniów. W szkołach panuje chaos, i to nie tylko na szczeblu administracyjnym. Wolontariusze często mają problemy, żeby odróżnić lekcje od przerwy. W klasach jest bardzo dużo dzieci, które krzyczą, nie słuchają poleceń nauczyciela, co sprawia, że jest naprawdę ciężko o jakiekolwiek skupienie podczas zajęć. W takich warunkach zarówno trudno nauczyć się czegokolwiek, jak i nauczać. Nic więc dziwnego, że nauczyciele zniechęceni i zmęczeni idą na tzw. „łatwiznę” - swoich uczniów najczęściej proszą o pisemne powtórzenie tych samych zdań lub, co gorsza, przepisanie kilku stron z podręcznika do zeszytu.
Angelica, uczennica szkoły średniej i podopieczna naszej fundacji, miała właśnie za zadanie przepisać dwie strony z podręcznika od angielskiego cztery razy do zeszytu! Zajęło jej to całą noc. Gdy zapytałam ją, co zapamiętała z tych dwóch stron, odpowiedziała milczeniem i wzruszeniem ramion. Mniejsze dzieci często mają zadane powtórzenie jednej cyferki czy literki na trzech kartkach w zeszycie, czyli aż na sześciu stronach. Nasza mała księżniczka Anahi (wygrała wybory na fundacyjną princessę ) często przychodzi do fundacji odrabiać zadania domowe. To ona właśnie walczy z tymi literkami i cyferkami. Pisze bardzo powoli i szybko się męczy. Często przerywamy pisanie i robimy ćwiczenia rozluźniające dłoń. Zdarzają się też takie dni, że znudzona i zniechęcona prosi nas, żebyśmy napisali to za nią. Za dobrze zrobione zadania dzieci otrzymują od nas drobne nagrody, np. cukierki lub chipsy. Czasami jednak bywa naprawdę ciężko i nawet małe prezenty nie są w stanie nam pomóc.
Innym niepokojącym zjawiskiem w szkołach jest nagminne przepuszczanie dzieci do kolejnej klasy, mimo że nie opanowały jeszcze materiału z poprzednich lat. Disney, pełna energii, uśmiechnięta, przesympatyczna dziewczynka. Jednak do czasu. Gdy padnie rutynowe pytanie: „Czy masz coś zadane z matematyki?” rozpoczyna się piekło. Disney musi wykonać 20 przykładów dzielenia pisemnego. Mission impossible. Dziewczynka dopiero co opanowała odejmowanie i to, po okropnej walce z wolontariuszami. Disney nie zna tabliczki mnożenia. Nie ma sensu nawet tłumaczyć jej dzielenia. Ona tego nie zrozumie. Gdy próbujemy zrobić jej przyspieszony kurs mnożenia, a potem dzielenia, reaguje płaczem, a następnie obraża się na caaaały świat. Nic dziwnego, przecież to zbyt duża ilość pracy na jeden dzień. Niestety, jeżeli Disney nie odrobi po raz kolejny zadania z dzielenia pisemnego, znowu będzie miała problemy w szkole. Dziewczynka potrzebuje ciszy, skupienia, wyrozumiałości, a przede wszystkim czasu na opanowanie materiału.
Analfabetyzm to wciąż poważny problem w Ekwadorze. Starsze dzieci często nie potrafią poprawnie czytać i pisać. Nie dziwi już nas fakt, że 10-letni podopieczni fundacji z trudem piszą krótki tekst. Ponadto, jest to kolejny katalizator płaczu, histerii i frustracji podczas naszych popołudniowych zajęć. Laura, uśmiechnięta podopieczna fundacji, niesamowite dziecko, które zamienia się w tykającą bombę, gdy tylko poprosimy ją o przeczytanie lub napisanie krótkiego tekstu. Ciężko jest ją zachęcić czymkolwiek do ćwiczenia czytania. Żadne nagrody nie działają. Dziewczynka jest zniechęcona do tego stopnia, że wpada w histerię i chowa się pod stół na samą naszą prośbę. Próbujemy zabawą. Drukujemy gry, rebusy, czasami śpiewamy, ale nasza Laura jest upartym dzieckiem, aczkolwiek bardzo kochanym. Sytuację również utrudniają inne dzieci okropnie wyśmiewające się z tych, które nie potrafią jeszcze czytać lub pisać, choć już dawno powinny. W domu Laury nie ma nikogo, kto mógłby posiedzieć z dziewczynką nad lekcjami. Jej mama wychowuje samotnie ją, jej siostrę i brata. Dodatkowo bardzo ciężko pracuje. Często musi spędzać całe dnie w pracy, a dzieci w tym czasie są same w domu. W Polsce większość matek nie odważyłaby się zostawić trójki 6-8 letnich dzieci samych na cały dzień w domu. Tutaj to normalne i wcale nie wynika to z braku wyobraźni czy odpowiedzialności, ale z wymuszonej konieczności.
Kibicuję Laurze, Disney, Anahi i wszystkim dzieciom w fundacji, by nigdy nie poddawały się, choć wiem jak trudne mają warunki, nie tylko do życia, ale również do nauki. Często zastanawiam się, czy sama będąc na ich miejscu dałabym sobie radę i wtedy tym bardziej podziwiam trud i małe sukcesy naszych fundacyjnych dzieci.

Magdalena Kolatowska
wolontariuszka fundacji San Jose Freinademetz Fu Shen Fu

http://www.fundacion-fushenfu-ecu.org/pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz