poniedziałek, 2 września 2013

Susana w objęciach Morfeusza

Czy zdarza Wam się niespodziewanie zasnąć podczas wygłaszania referatu, prowadząc konferencję albo dając koncert fortepianowy na estradzie? Wyłączam oczywiście narkolepsję czy objawy choroby cywilizacyjnej zwanej „spać się chce, ale no cóż, fejs się sam nie przejrzy...”

Nie? Ano takie rzeczy tylko w Fu Shen Fu:)

Schola Fu Shen Fu

Ćwiczyliśmy akurat piosenki przygotowując się do koncertu fundacyjnej scholi. Było naprawdę głośno, żeby nie powiedzieć, że panował wszechogarniający hałas. Dwie gitary, cztery flety, grzechotki i chór trzydziestu rozśpiewanych dzieciaków były w stanie podrażnić niejeden układ nerwowy. Sto decybeli goniło kolejne sto............... dwieście, trzysta.........pięćset.......... aż dziwne, że wiekowe szyby pamiętające czasy hiszpańskiego kolonializmu nie popękały i nadal leżą w ramach okiennych...

I nagle nastała cisza. Wielka Cisza. W jednym momencie wszystkie pary oczu znajdujące się w sali spoczęły na twarzy... śpiącej Susany.

Susi zasypia podczas śpiewania...

Nie wiem w jaki sposób udało jej się zasnąć siedząc na krześle, ale naprawdę udało się! Nie pomogły kuksańce innych dzieci, straszaki głosowe wprost do małżowiny usznej, klaskanie i inne „budziki” mające na celu postawić naszą śpiącą królewnę na nogi. Susi spała jak kamień, więc położyliśmy ją na ławce i przykryliśmy chustą. 

Susi w objęciach Morfeusza


Nie obudziła jej nawet druga część próby, a dzieciaki potrafią śpiewać naprawdę GŁOŚŚŚŚNO. Królewnę wybudziła dopiero jej mama, która przyszła ją odebrać z zajęć. 

A więc można? MOŻNA!:)

                                                                                             Agnieszka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz