poniedziałek, 9 września 2013

Gender w Ekwadorze? Nie ma takiej opcji!

Nie ukrywam, że ostatnio przeczytane artykuły dot. wprowadzenia nowatorskich programów gender w 86 polskich przedszkolach wywołały…. hmmm… no powiedzmy, że oburzeniową makarenę w mojej głowie. Oczywiście delikatnie rzecz ujmując…


Projekt sugeruje zabawy polegające m.in. na przebieraniu się za osoby przeciwnej płci i zamianie ról - przykładowo kiedy dziewczynka naprawia samochód, chłopczyk czesze lalki. Oprócz tego przedszkolanki powinny opowiadać wychowankom znane im bajki, np. o Kopciuszku zmieniając płeć bohaterów (Kopciuszek staje się mężczyzną, a książę - kobietą). Wszystko to w myśl ideologii gender. Według autorek projektu ma to pomóc uniknięciu stereotypizacji i nadawaniu płci dzieciom, co podobno ma miejsce w przedszkolu ze strony okrutnych przedszkolanek, a nie w momencie urodzenia dzięki naturze.*

A teraz przenieśmy powyższe zjawisko na grunt ekwadorski. Oczywiście tylko hipotetycznie, bo nie ośmieliłabym się wprowadzać  tej cudownej „nowości” w życie.

Ja jestem facet, nie baba

Załóżmy, że mały Alex (5 lat) uczęszczający do nas na zajęcia (Fundacja spełnia rolę ochronki), podchodzi do mnie i prosi, żebym się z nim pobawiła w Spider Mana, bo nie ma żadnych kolegów wokoło, a dziewczynki bawią się lalkami. W tym czasie jestem akurat zajęta tłumaczeniem dzieciom zadań domowych, więc mówię Alexowi, że przyjdę do niego za 15 min., a on w tym czasie niech pobawi się z dziewczynkami. I teraz przypuszczalny dialog miedzy nami:
- Ale Inés, przecież to są dziewczyny!
- No tak, ale chłopcy czasem bawią się z dziewczynkami, sama widziałam, jak puszczaliście razem latawce, no Alex….
- Ja dziewczynkom tylko pokazywałem, jak należy puszczać latawiec, bo same by zepsuły [przyp. aut. konstrukcję latawca]…
- Alex, no proszę, to tylko 15 min…
- INÉS, JA JESTEM FACET, NIE BĘDĘ BAWIŁ SIĘ LALKAMI!
I dyskusja skończyłaby się. Alex, który ma 5 lat nie ma wiedzy na temat gender, nikt mu nigdy nie mówił, że może być dziewczynką, że może sobie „wybrać”… On po prostu czuje, że jest chłopcem i że inna opcja nie jest normalna…  

Chłopcze, załóż spódniczkę, w różu ci do twarzy…

Albo taki przykład: rozmawiamy z młodzieżą na tematy damsko-męskie (15-17 lat). I teraz rozmowa:
- John, spróbuj przez pół godziny zachowywać się jak dziewczyna, myśl jak ona, mów jak ona, poplotkuj trochę o modzie, najnowszych trendach kosmetycznych, a może nawet założysz pojerę? [przyp. aut. pollera – plisowana spódnica regionalna]
- Ale po co?
- To dobra okazja, żebyś zobaczył jak to jest być dziewczyną.
- To wy w Europie tak robicie?
- Tak, już dzieci w przedszkolach mają takie zajęcia!
- Inés, ja jestem normalnym chlopakiem…
-………………………………………. (spąsowiałabym i zrobiłoby mi się strasznie głupio)

Kim ty jesteś?

Albo inna sytuacja, też hipotetyczna. Realizujemy gry mające na celu integrację dzieci i młodzieży obu płci. W pewnym momencie mówię, że chłopcy zakładają spódniczki, szpilki, malują oczy i paznokcie, a dziewczynki przebierają się za chłopców. Wszytko po to, aby poczuć jak to jest być przedstawicielem przeciwnej płci i co czują dane osoby. Gdyby był to tylko bal przebierańców, może niektórzy zgodziliby się na taką zabawę (choć szczerze wątpię, że wszyscy). Ale gdyby mieliby to zrobić tylko po to, aby zobaczyć „jak to jest” – usłyszałabym komentarze:
- NIE JESTEM PED…! (starsi chłopcy)
- JESTEM DZIEWCZYNĄ, INÉÉÉÉÉS… (starsze dziewczyny)
- DAMY I KSIĘŻNICZKI NIE PRZEBIERAJĄ SIĘ ZA CHŁOPCÓW, INÉÉÉÉÉÉÉÉS… (młodsze dziewczynki)
- JAK NIE WYMYŚLISZ INNEJ GRY, TO MY IDZIEMY NA RYBY! (młodsi chłopcy)

Z życia wzięte…

W okresie Świąt Bożego Narodzenia przygotowaliśmy z dziećmi jasełka (Ventanas). Do roli trzech króli zostali wybrani oczywiście chłopcy, padło na tych najstarszych. Jednak kiedy zobaczyli swoje teatralne stroje w postaci sukienek, jak jeden mąż wręcz zionęli oburzeniem, bo ktoś ich zobaczy w sukience, bo na fejsie, bo na stronie, bo na żywo cały świat będzie ich oglądał! I na nic zdały się tłumaczenia, że w okresie narodzin Pana Jezusa taka panowała moda i że wszyscy mężczyźni chodzili ubrani w długie powłóczyste szaty… Ostatecznie stroje założyli, ale ile było z tym zachodu…






I po gender…
I co?
I całe to GENDER by upadło, i to nie dzięki głosowaniom dorosłych, walkom politycznym, ale samym „zainteresowanym” - czyli dzieciom. Tu ludzie mają prawdziwe PROBLEMY, a nie „PROBLEMY”. I bez dyskusji. I po sprawie. I kropka.

                                                                                                                                                    Agnieszka


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz