środa, 17 lipca 2013

Zapomniani, lecz pamiętani


            Przy codziennej pracy z dziećmi należy nieustannie być uśmiechniętym, energicznym oraz tryskać na lewo i prawo dobrym humorem. Nie zapominając przy tym o wielkich pokładach cierpliwości i wyrozumiałości, które są obowiązkowe w kontaktach z najmłodszymi. Pytanie jednak czy tak się w ogóle da...? Odpowiedź jest prosta - jasne, że nie! Nikt przecież nie jest robotem zaprogramowanym na odczuwanie tylko jednego nastroju. Kryzysy więc czasem się zdarzają, a nasza już w tym głowa, by dzieciaki tego od nas nie wyczuły. Ostatnio właśnie miałem trochę gorszy czas i w przypływie negatywnych emocji zastanawiałem się kilka razy nad kruchością pamięci naszych podopiecznych o nas samych. Czy aby przypadkiem nie jesteśmy dla nich wyłącznie zmieniającymi się imionami, do których kompletnie się nie przywiązują i zapominają równie szybko, jak o odrobieniu zadań domowych? Te rozważania nie były pozbawione sensu. Dzieci są dla nas kochane, ale jestem tu już piąty miesiąc, a na palcach dwóch rąk mógłbym policzyć, kiedy byłem zagadywany o innych wolontariuszy. Gdy już jednak miało to miejsce, to za każdym razem dotyczyło tylko naszych poprzedników. Pytania o tych, którzy pracowali rok, dwa lub trzy lata temu, nigdy nie padły. Czy więc przestali oni istnieć w świadomości podopiecznych fundacji? Czy zostali przez nich potraktowani jako ci, którzy zrobili swoje i wyjechali, więc nie warto poświęcać im swojej pamięci?                

Wierzę, że oni zatrzymają nas w swoich sercach na zawsze:)

Przecież wszyscy oni zrobili dla dzieci bardzo wiele dobrego, pracując wytrwale dzień w dzień. Czy ja też tak skończę? Nie, no, nie chcę! To niesprawiedliwe! Ja będę o nich zawsze pamiętał, kibicując im z całych sił i nawet po latach będę chciał wiedzieć jak im się wiedzie w dorosłym życiu. Czy wtedy będą jednak pamiętać kto w ogóle pyta...?                   
Z ponurych rozważań wyrwało mnie inne spostrzeżenie, które uratowało dla mnie ten dzień w fundacji. Z tego co zauważyłem, to każdy z nas, mimo że oddajemy całe serce wszystkim dzieciom, ma swoich dziecięcych faworytów. Przejawia się to tym, że jakby częściej się do nich uśmiechamy, zagadujemy czy najcieplej o nich mówimy między sobą. Oczywiście, nic groźnego i żadne faworyzowanie, które mogłoby ranić innych. 
Wiedziony pewnymi domysłami postanowiłem więc dowiedzieć się, które dzieci były "ulubionymi" innych wolontariuszy. Posiadając tę wiedzę, mogłem spokojnie dojść do pewnych wniosków. Otóż te najbardziej ukochane maluchy, które łączyła wyjątkowa więź z naszymi poprzednikami, teraz zachowują się tak, jakby ich serca zostały przez nich zajęte. Owszem, wciąż są sympatyczne, uśmiechnięte i lgną do nas, ale odnoszę wrażenie jakby celowo usuwały się odrobinę w cień, instynktownie wiedząc, że pewne naturalne zachowania i emocje nie można już odtworzyć, gdyż nie byłyby w 100% szczere. Ponieważ już raz się pojawiły i były skierowane w stronę innej osoby. To tak jakby mieć w pamięci przyjaciela z dzieciństwa, z którym po latach traci się kontakt, ale mimo tego wspomina się go z olbrzymim rozczuleniem i sympatią, wiedząc, że nikt nie jest w stanie go zastąpić, bo w tamtym czasie pojawił się właśnie on, a nie ktoś inny. Później ma się innych przyjaciół, ale ten najlepszy z dzieciństwa jest tylko jeden. Jasne, oni są za mali, by posiadać takie refleksje, ale sądzę, że to coś "większego", co jest poza ich świadomością. 
Tylko nie zrozumcie mnie źle - to nie znaczy, że teraz są smutniejsze czy bardziej zamknięte w sobie. Wręcz przeciwnie - ma się wrażenie, że ktoś z nimi "zrobił kawał dobrej roboty", niejako "oswajając" ich z wolontariuszami i pokazując im, że możemy być ich przyjaciółmi.
Ta myśl dodała mi otuchy. Może i dzieci nie pytają o naszych poprzedników, ale między nimi jest magia potężniejsza niż słowa. To siła niezwykłego związku emocjonalnego, który sprawia, że pewien fragment ich serc jest zajęty. A co z innymi dziećmi, tymi, którą nie są tym jedynym "ulubionym"? One też mają zajęte swoje serca. Może troszkę mniej, ale też. Na pewno!

                                                                                                    Pablo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz