piątek, 14 czerwca 2013

Mali bohaterowie

Musisz o czymś wiedzieć. Dużo ostatnio o tym myślę i postanowiłem się z tobą podzielić tymi rozważaniami. Byś wiedział jak jest i nie ulegał cukierkowym złudzeniom. Myślę, że tobie jest o to nawet łatwiej, bo jesteś wiele kilometrów od Ekwadoru i w sporej mierze opierasz się wyłącznie na tym, co widzą twoje oczy na zdjęciach. 


A wiem, że często działa to na takiej samej zasadzie, jak w przypadku blondynki uśmiechającej się do ciebie z okładki "Playboya". Niby prześliczna i tryskająca radością, lecz gdyby ubrać ją zwyczajnie, zmazać tonę makijażu, wsadzić w usta peta, a przede wszystkim pozbawić komputerowej obróbki zdjęcia, to byś jej nigdy nie poznał. Gdy spoglądam czasami na dzieci, które przychodzą do fundacji, to łapię się na tym, że zapominam o tym kim one są i jak naprawdę żyją. Może nie widzę od razu laseczki z "Playboya", ale sądzę, że wiesz co mam na myśli.
Nasi podopieczni w olbrzymim procencie są czyściutcy i bardzo ładnie pachną. Ci starsi dbają o swoje ubrania i mają sporo nowych rzeczy. Wśród tych najmłodszych jest trochę gorzej i ich garderoba ma zazwyczaj kilka lat i ślady użytkowania w postaci dziur, ale zawsze są one wyprane i wyprasowane. Ponadto chyba każde dziecko posiada choć jeden zestaw porządnego ubioru, w którym nie wyróżniałby się na minus nawet w bogatszej części Europy. Wiadomka, dziurawe i brudne koszulki także się zdarzają, ale rzadziej niż mógłbyś się tego spodziewać. Nie myślmy więc o skrajnościach, kiedy wszystkie te dzieci są BARDZO biedne, ok? Tymczasem obstawiam dzisiejszą kolację, że podczas spaceru po Ventanas nie byłbyś w stanie odróżnić dziecka z fundacji, od tego, które żyje w dobytku. Nie masz szans. Tutaj ludzie kąpią się kilka razy dziennie i przywiązują do tego sporą wagę. A pamiętajmy, że w dla nich nie jest to takie proste, jak dla Europejczyków. Tutaj jest tylko zimna woda, a w większości przypadków kąpanie odbywa się na świeżym powietrzu - w misce.
Jeśli z kolei spodziewasz się widoku smutnych, pogrążonych w depresji i trzęsących się z goryczy życia kilkuletnich "staruszków", to także dalekie jest to od rzeczywistości. Choć, oczywiście, tacy również się zdarzają. Racja, przyznaję, oni wszyscy mają olbrzymie problemy - z nauką, empatią, wyładowywaniem emocji czy dyscypliną, ale mając porównanie z ich polskimi rówieśnikami, to, poza poziomem wiedzy w podobnym wieku, nie widzę znacznej różnicy przy CODZIENNYM kontakcie. Serio, nie koloryzuję! Podkreślam wyraz "codziennym", gdyż przy poznaniu ich lepiej i zagłębieniu się w ich życiorysach, dopiero wtedy wychodzą różnice, które muszą się pojawić, zważywszy na to jak oni egzystują. Bądź więc świadomy - ich życie to niewyobrażalny koszmar, po obserwacji którego ciężko zrozumieć dlaczego oni tak często się uśmiechają i ufnie wskakują ci na plecy, by razem się pobawić. Nasze dzieci żyją w warunkach uwłaczających ludzkiej godności, w chyboczących się chatach zbudowanych z pali, które prezentują się dużo gorzej niż polskie chlewy i stodoły. Poważnie chorując, rzadko kiedy mogą liczyć na kompleksową pomoc, pogrążając się w problemach na całe dalsze życie. Ich rodzice kompletnie się nimi nie przejmują, mając czasem problem z doliczeniem się, ile mają pociech oraz w którym roku przyszły one na świat, więc obrazowy epitet "dzikie dzieci", wcale nie jest przesadą. Zresztą... - niektóre kilkulatki załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne w mieszkaniach, obok łóżek, a 14 - latkowie mają problemy z liczeniem do 20. W ich domach częstym gościem jest alkohol, narkotyki, molestowania seksualne czy przemoc psychiczna i fizyczna. Od tego jest już tylko jeden krok od tego, by sami sięgali po wszystko to co najgorsze. I faktycznie tak się dzieje, a my staramy się wtedy wpajać im wiedzę, że to wszystko może ich zaprowadzić do życiowej ruiny. Potem jednak wracają do domów i od nowa widzą ten sam koszmar, z którego wyrwanie się jest nieprawdopodobnie trudne. Dlatego kiedy kolejny maluch ufnie wtula się we mnie lub z dumą opowiada o swoich punktach w szkole, zapewniając, że pójdzie na studia i zostanie weterynarzem, to zawsze wtedy w myślach stwierdzam, że przede mną stoi mały bohater. Bohater, za którego cholernie mocno trzymam kciuki.

                                                                                                                                                           Pablo

1 komentarz:

  1. zajebiście jesteście! Czytam i mam świeczki w oczach. Też planowałam podobny wolontariat po zakończeniu studiów, ale ostatecznie wybrałam pracę, też na obczyźnie, z dala od domu. Może kiedyś... chociaż nie wiem czy zniosłabym taki smutek. Podziwiam Was!

    OdpowiedzUsuń