środa, 1 maja 2013

Piłka nożna w kaloszach

Jak dziś pamiętam dawne szkolne czasy, kiedy moi koledzy ze szkoły podstawowej  grali po lekcjach na boisku w piłkę nożną. Powodem do dumy był, oczywiście dla większości z nich, fakt posiadania odpowiedniego do tego stroju sportowego, a przede wszystkim obuwia. W porównaniu z Indiańskimi dziećmi, zamiłowanie do tego sportu jest podobne.  Dzieci również tutaj uwielbiają piłkę nożną, chociaż są pewne różnice.

Przycmentarne boisko
Ostatnio była piękna pogoda i zapytałam się czy chcą iść na spacer. A one na to, że chcą grać w piłkę. Hmmm, myśle sobie, nie mamy piłki, więc jak?  Dzieci jednak szybko znalazły jakąś piłkę (była to stara, nawet nie okrągła już piłka, ze zdartą pierwszą warstwą skóry). Widząc ją z daleka myślałam, że niosą pusty kokos.  Ale dzieciom to w ogóle nie przeszkadzało. Poszliśmy na tzw. boisko, czyli plac tuż za cmentarzem, na którym kiedyś była góra. Wybrano jednak dużą ilość ziemi, dzięki czemu jest duża płaska powierzchnia. Dookoła są góry. Widok piękny.

Stara piłka przypominająca kokos

Dzieci same zorganizowały sobie  drużyny i grały aż do wieczora. Dzieci tutaj uwielbiają grać w piłkę, więc teraz każdego tygodnia mamy jakiś mecz (i mamy nową piłkę).
Oczywiście drużyny są mieszane. Dzieciom tutaj nie przeszkadza, że w nogę gra dziewczyna w swojej regionalnej spódnicy (pollera). Ale najbardziej urocze dla mnie jest to, że większość z nich gra w kaloszach, bo nieraz przychodzą na zajęcia prosto z pola.  I nikt na to nie narzeka. Boisko jest nierówne, czasem błoto, pełno dziur i kamieni. Możnaby się zabić.  Ale nic nie szkodzi. Dodatkowym urozmaiceniem w grze jest tzw. aut. Na normalnych boiskach jest to odpowiednia linia, a tutaj?  No właśnie... Boisko jest na wielkiej skarpie za cmentarzem, a dookoła przepaść. I gdy piłka jest wykopana na aut to leeeeeeeci po zboczu góry. I nie trzeba się dopraszać, żeby ktoś ratował piłkę. Dzieci szybko biegną w dół na jej poszukiwanie.
Jestem pełna podziwu tych dzieci. Wcześnie wstają do szkoły. Niektóre z nich jeszcze przed wyjściem muszą pomóc rodzinie w gospodarstwie, po szkole również. A mimo wszystko  z chęcią przychodzą na zajęcia do Fundacji. I mają ciągle tyle energii i zapału, aby grać w piłkę aż do nocy.  I jak ich nie kochać...?

                                                                                                                                                   Magdalena M.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz