czwartek, 14 marca 2013

Bo to wcale nie bajka, wiesz?

Pewien 5 - letni młodzieniec, obdarzony przez ekwadorski los burzą czarnych włosów i takich też wielkich, przenikliwych oczu, to mocarz, który okazuje swoją porywającą siłę tym, że nigdy nie pozwala mi, bym nakarmił go obiadem. Woli robić to wolno i cały się upaćkać, ale za to, jak na dumnego mężczyznę przystało, czynić to bez niczyjej pomocy. Tenże facet ma jednak jedną słabość. Kompletnie nie przejmuje się wszelkimi konwenansami i uprzedzeniami, lecz ochoczo wyciąga w fundacji dłonie w moją stronę, bym wzniósł go w powietrze i zrobił z nim kilka kółek wokół stołów lub po prostu chwilę potrzymał jego malutką rączkę. 


Cóż, nie protestuję, gdyż grzeczny i uczynny ze mnie facet, co zasługą, rzecz jasna, mojej mamy.
Pedrito to przyszła gwiazda telewizyjnego ekranu, co zapowiada już teraz szybko rozkręcająca się kariera komedianta. Nie sposób wyciągnąć przy nim aparatu i zrobić mu standardowego zdjęcia, by nie rozpoczął swojego pokazu wszelkiego rodzaju min, ukazujących przeróżne emocje - od gniewu, poprzez znudzenie, aż do satysfakcji lub przerażenia. Wachlarz jego możliwości jest gigantyczny i za każdym razem zadziwia nas swoim potencjałem. Talent czystej krwi, no mówię wam!
Pewnie tak bym go głównie kojarzył przez długie lata, ciesząc się, że miałem okazję poznać przyszłego gwiazdora, występującego w najlepszych ekwadorskich filmach, gdyby nie wstrząsające dla mnie odwiedziny w jego domu.
Spotkałem go tuż przed jego chatką, siedzącego boso na ziemi, obok piętrzącej się, olbrzymiej, sterty pustych butelek, które gniótł swoimi drobnymi palcami i stopami, a następnie wrzucał do miski, gdzie znajdowała się cała reszta pozostałych efektów jego pracy. Ze spokojną miną, bez żadnych emocji i widocznego znużenia, wykonywał od bladego świtu tę mechaniczną czynność wspólnie z pozostałymi członkami jego rodziny. Czyni to zresztą regularnie i zapewne odkąd nauczył się chodzić, gdyż to jedyny sposób, by pomógł utrzymać nie tylko siebie, ale i liczne grono swoich sióstr i braci. Jak tu więc później dziwić się, że przy wypełnianiu informacji o dzieciach, gdy pytamy rodziców co lubią ich pociechy robić najbardziej, odpowiadają: " recykling"...
Godzinę później maluch siedzi przy obiedzie i w zapamiętaniu wcina zupę i ryż z makaronem. Wciąż jest brudny, ale zdecydowanie czystszy niż wcześniej, zmienił też koszulkę, widać, że przed przyjściem do fundacji ktoś kazał mu o siebie zadbać. A może jego dojrzałość, tak różna od europejskich 5 - latków, podpowiedziała mu to już sama? To taka chwila, kiedy najtrwalsi mają prawo się złamać i mi również odebrało na chwilę mowę. Wiedziałem przy tym, że nie wolno mi tego okazać, gdyż dziecko potrzebuje uśmiechu i wesołej zabawy, wspartej pomysłową edukacją, a nie załamywania się nad jego losem.
Pamiętam jeszcze jeden szczególny moment, kiedy brakło mi tchu. Gdy malutki Edrien na moją prośbę, by narysował sklep, swoją drobną rączką stworzył obraz składający się z kilku krat, gdyż tak tutaj, w najbiedniejszych dzielnicach, strzeżone są one przed złodziejami. Maluch spojrzał wtedy w moje oczy i szczerze, beztrosko, uśmiechnął się, dumny ze swojego dzieła, a ja czułem, że cały się rozpływam i zaraz stanę się jednością z podłogą. Trzy szybkie wdechy uratowały sytuację, ale to zdarzenie zostanie w mej pamięci już na zawsze.

Bo to wcale nie bajka, wiesz?

                                                                                                                                                            Pablo

2 komentarze:

  1. Brawo Magdo masz dobre podejście do życia , spruj to wpoić tym małym podopiecznym żeby nie żyli chwilą bo jutro też jest dzień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Magdo?:D Na dole jest podpis "PABLO" jeśli mnie wzrok nie myli:D

    OdpowiedzUsuń