czwartek, 7 lutego 2013

Ej, człowieku, zatrzymaj się w końcu!

Platon rzekł kiedyś, iż niektórzy życie całe pędzą tak przy sobie, a nie umieliby nawet powiedzieć czego jedno chce od drugiego. Miał rację, skubaniec, nie sposób z nim nawet zaczynać polemiki. Trwamy w tym opętańczym biegu, który sprawnie i metodycznie odbiera nam wszelkie pokłady radości z najdrobniejszych czynów dobra, zajmując przy tym nasz czas i umysły - przestawiając go na tryb walki i rozpychania się łokciami. A gdyby tak jednak trochę zwolnić? Zapomnieć na chwilę o sobie i zrobić coś wyłącznie dla drugiego człowieka? Poświęcić swoje doczesne życie, by zrealizować ten utopijny, wydawać by się mogło, plan?
Ej, żaden problem.  Serio. Pewnie wielokrotnie słyszeliście popularną formułkę głoszącą, że kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa oraz tę przekonującą, że chcieć to móc. Domyślam się, że mogła nawet was irytować, gdyż umysł pochłonięty wyścigiem potrafi płatać figle i podpowiadać nam, że bajki są dla dzieci, a nie dla statecznych, młodych, wykształconych i poważnych obywateli.


To ja wam powiem, a w zasadzie napiszę, że jednak to prawda. I nie ma co się krzywić - ja też często w życiu biegałem, zamiast iść i upajać się każdym krokiem. Rozumiem was.  Coś się jednak zmieniło i obecnie moje myśli pochłonięte są tym, by każde ekwadorskie dziecko w placówce w Ventanas dostało swój obiad oraz nauczyło się ode mnie jak najwięcej, tak by to naprawdę była wartość w ich życiu, a nie coś co przeminie bezpowrotnie i niezauważalnie. A to jest sztuka! Nie jest  łatwo, choć co ja mogę wiedzieć po tych ledwie kilku dniach. Ja jednak porażek nie lubię - ewidentnie nie są one stworzone dla mnie i nie istnieją w moim słowniku, więc ta walka, a tym razem to pozytywne słowo, musi skończyć się w określony wyżej przeze mnie sposób.
Zresztą, człowieku, musiałbyś to zobaczyć. Idziesz do fundacji, a tu nagle rzuca się biegiem do ciebie piątka dzieci, które wpadają w twoje ramiona, uczepiają się każdej ręki, ciągną cię za koszulkę i nie przestają wesoło krzyczeć: "Pablo, Pablo!". A Pablo głupio się wtedy uśmiecha, bo "no entiendo" , ale stara się nadrabiać uśmiechem, pogłaskaniem głowy i wzięciem na ręce. Za jakiś czas powie już im znacznie więcej, zakład?
To nie jest raj, o nie. Chyba, że miałbyś na myśli przepiękną przyrodę. Zresztą, bez podawania szczegółów, bo i na to pewnie przyjdzie czas, żyje się tu niezwykle trudno i nieustannie należy mieć głowę dookoła karku. Czy to jednak jest aż takie złe? Przynajmniej dojrzeje się szybciej i zacznie spoglądać na życie z większym szacunkiem. Dzieciaki wynagradzają wszystko. Jasne, głośne są i lubują się w niesłuchaniu, ale jak takie przyniesie Ci po raz piąty własnoręcznie wykonany rysunek, tylko dla ciebie, to zapominasz o tym. Wpatruję się więc w te ciemne oczy i myślę czy by tu je nie zjeść, choć do tej pory przepadałem bardziej za kurczakiem. Mówię ci, literaci pieją od zawsze na temat oczu, ale doskonale ich rozumiem. W tych ekwadorskich wymalowane jest tyleż emocji, że od razu masz ochotę bohatersko rzucić się w wir pomocy ich właścicielom. A potem je zjeść, bo są ładne;)
Zatrzymaj się. Nabierz odświeżającego powietrza i rozejrzyj wokół. Smutno jakoś? Lecisz na napojach energetycznych każdego dnia i coraz mniej spraw czyni cię radosnym? Zmień to, przecież to nie takie trudne. Nie pożałujesz, daję Ci gwarancję nie na miesiąc, ale na całe życie. Niekoniecznie musi to być od razu ten Ekwador. Cały świat czeka na ciebie. Wyciągnij tylko po niego rękę. Piszę to ja, Pablo, z przekonaniem olbrzymim, mimo że jestem tu ledwie kilka dni.

                                                                                                                                                          Paweł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz