niedziela, 10 lutego 2013

Łapię chwilę

- Czujesz?

- Yhy, obiad chyba niedługo.

- Nie, coś jakby trzęsie tutaj.

- No, yhy - moja błyskotliwa wypowiedź zakończyła tę światłą dyskusję.

Chwilę później okazało się, że Magda miała jednak rację. Coś zatrzęsło - a konkretniej ziemia. A ja nawet tego nie zauważyłem! Mały wstrząs skorupy ziemskiej w tym rejonie nie wzbudził jednak większego poruszenia, przyjęte to wręcz zostało jak coś naturalnego.

Mam jednak swoją satysfakcję. Zaliczone pierwsze trzęsienie ziemi w moim życiu! I to od razu obyło się bez żadnych strat. Będę miał co kumplom opowiadać, ha!

                                                                              ***

Mała Shirley została moją nieoficjalną ulubienicą. Zdobyła mnie w najlepszy możliwy sposób - prezentując dobry wyskok i pewny chwyt. Cóż, jestem tylko facetem, imponuje mi, gdy kobieta, nawet mała, radzi sobie dobrze w sporcie. A Shirley uparła się, że będzie rzucać ze mną i starszymi chłopakami taką delikatniejszą wersją piłki do rugby. W sumie dlaczego nie? Przecież nie będę faworyzował jednych dzieci nad drugie, nie o to w tym wszystkim chodzi.

Pierwszy rzut. Pyk, piłka wpada prosto w jej ręce. Po stronie starszego od niej chłopaka tak dobrze już nie było.

Kolejny.

Znów.

I ponownie.

Shirley wskakuje co chwilę na krzesło i skokiem tygrysicy wyłapuje wszystkie piłki lecące w jej stronę. Gdy ja mam ją w dłoni, to zaraz krzyczy: "Pablo, Pablo!", bo przecież mogę podawać tylko do niej. A gdy to uczynię, to wyraz rozanielenia na twarzy i szczerej radości powoduje, że rzucam głównie do jej wyciągniętych dłoni. Uśmiech tego małego łobuza powinno się dołączać do rachunków - wtedy bardziej bezboleśnie by się je znosiło.

Shirley szaleje dalej. Stoję za blisko niej? Ok, mogę się odsunąć, ale pamiętaj, że będzie Ci się teraz dużo trudniej łapało.

Ta, jasne. Nie z nią te numery. Dalej jest niezwyciężona.

Pokłonasy dla niej, bez respektu zajęła miejsce w sportowej części mojego serca.

Wspaniale byłoby się kiedyś dowiedzieć, że zrobiła karierę w jakiejś dyscyplinie sportowej -

dziewczyna naprawdę ma potencjał!

                                                                            ***

Edwin to jest gość. Może i nieśmiało na początku, ale od mojego przybycia coś ciągnęło go w moją stronę - jak mniemam wzbudziłem jego zaufanie. Facet jest naprawdę na poziomie. Nie narzuca się, tylko obserwuje z daleka i gdy widzi uśmiech, to dopiero wtedy podchodzi do mnie i może w końcu uczynić to co połączyło naszą przyjaźń - strzelić mi "piątkę". Oczywiście, z uśmiechem od ucha do ucha, ale i jednocześnie z tą fajną nieśmiałością, o której wspomniałem na początku. Potrafi tak podchodzić co chwilę - nawet tylko po to, aby znów przybić mi "piątala". W ogóle to jednak nie irytuje. Ba! Świetny jest z tym! Dba też o moje doznania estetyczne, bo często próbuje ją przybijać na nowe sposoby, urozmaicając ułożenie dłoni.

Edwin

Podnosi mnie też na duchu, gdy widzi, że jestem zmęczony i chwilowo nie mam sił do dalszej pracy. Wbija wtedy we mnie te mądre oczy, unosi kciuk w górę i daje mi tym znak: "ej, Pablo, jest ok!". Jak jest, to jest, przecież nie będę z małym się kłócił. Uśmiecha się przy tym sympatycznie i czeka aż odwzajemnię ten gest. A mi, cóż począć, nie pozostaje nic innego jak zrewanżować mu się tym samym.

Chodzimy więc po fundacji swoimi ścieżkami, a gdy się zetkniemy, to następuje wymiana "piątek" i kciuków w górę.

Gdy byłem u niego w mieszkaniu i mieliśmy chwilę czasu, to pokazałem mu sztuczkę palcami. Przejęty był nieziemsko i po kilku próbach w końcu powtórzył to zadanie. Kilka godzin później wpadam do fundacji. I jak sądzicie, co Edwin uczynił? Brawo, cwani z Was czytelnicy. Tak, tak, sztuczkę palcami. Trochę mu nie wyszła, ale szacun dla niego za samą próbę i fakt, że pamiętał tak dużo.

Fajny gość z tego Edwina, nie?

                                                                                                                                                        Paweł

2 komentarze:

  1. Señor Pablo, proszę pisać dalej. Bardzo dobre pióro! Lekkie i przyjemne w czytaniu :)

    L.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziarską ekipę masz tam w dżungli :-) może przywieź ich tutaj na sparing. Zagramy w piłę :-P

    OdpowiedzUsuń